28 tygodni później (28 weeks later) – recenzja filmu
A liczba jego 20 i 8
W 2002 r. reżyser Danny Boyle zafundował fanom horroru z zombiakami w tle niezwykłą ucztę. Oto stereotypowe, snujące się ospale ożywione zwłoki nabierają zupełnie nowych cech – stają się bardzo szybkie i niezwykle agresywne. Ich zachowaniem kieruje tkwiąca w nich bestia wywołana wirusem, który przypadkowo wydostał się z rządowych laboratoriów. W 28 dni Wielka Brytania zostaje rzucona na kolana, spotkanie niezakażonej żywej osoby graniczy z cudem. W niespełna miesiąc cały kraj ogarnia chaos, społeczeństwo nie istnieje, ulice pokryte są rozkładającymi się ciałami, a nieliczni ocalali ukrywają się przed żądnymi krwi potworami. Świetny klimat, fabuła, zdjęcia i oprawa muzyczna sprawiły, że film 28 dni później stał się hitem w swojej klasie.

Plakat filmu 28 tygodni później
Uwielbiam zapach napalmu o poranku
Pięć lat później reżyser Juan Carlos Fresnadillo wraz ze scenarzystą Jesusem Olmo postanowił ponownie wykorzystać motyw wirusa na wyspach. 28 tygodni później po wydarzeniach ukazanych w 28 dniach kontyngent NATO pod przewodnictwem armii USA przygotowuje Londyn na ponowne zasiedlenie. Zostaje utworzona specjalna, silnie chroniona strefa z doskonałym zapleczem logistycznym, mająca stanowić podwaliny nowego ładu. Obecności wirusa nie stwierdzono od kilku miesięcy, a zombiaki pozdychały z głodu. Nad Tamizę docierają pierwsze transporty ludności z kontynentu. Część miasta zaczyna tętnić życiem, wszystko układa się jak w sielance, do momentu kiedy przez głupotę ludzką śmierć znowu poczęła zbierać swoje żniwo. Pozbawione kontroli nad sytuacją wojsko wciela w życie operację pod kryptonimem “kod czerwony” – wszyscy ludzie (zarażeni lub nie) muszą zostać eksterminowani. Gdy zawodzą karabiny do akcji rusza lotnictwo z napalmem, a gdy broń konwencjonalna nie spełnia swojej roli, sztab zarządza atak metodą “na chemicznego Alliego”.
Beton vs. Klimat
Film w mojej opinii jest bardzo dobrym kinem akcji z elementami gore i horroru. Są momenty trzymające w napięciu, są chwile kiedy jucha bryzga wokoło, są akcje, za które udusilibyśmy reżysera gołymi rękoma. Irytująca jest na przykład sytuacja, w której dwójka dzieciaków, niczym bohater gry Splinter Cell, niepostrzeżenie omija posterunki będącego w pogotowiu wojska i wyłazi sobie na spacerek po zdewastowanych dzielnicach. Wkurza również, że wojskowy helikopter lata sobie bez żadnej kontroli, gdzie pilotowi się zamarzy, wreszcie dobija sposób na uniknięcie fali ognia – przycupnięcie “tuż za rogiem” sprawia, że napalm “nie podchodzi bardziej”.
Nic to, naprawdę konkretne betony niwelowane są wgniatającymi sceneriami opustoszałej, pełnej jedynie trupów metropolii; wspaniałą, idealnie dopasowaną ścieżką dźwiękową skomponowaną przez Johna Murphy’ego; dobrymi efektami specjalnymi vide pieczenie zombiaków i fantastyczna rzeź helikopterem; grą aktorską i adrenalinką pozwalają przymknąć oko na ewidentne, nielogiczne dziury w scenariuszu. Zdecydowanym plusem 28 tygodni… jest obsada, nie uświadczymy tu “oklepanych” twarzy Brada Pitta, Angeliny Jollie czy Davida Hasselhoffa. I choć aktorzy nie są ikonami Hollywood to doskonale sobie radzą. Powiedzmy sobie szczerze – nie jest to film na miarę Jamesa Camerona, ale też jest fajnie. Jak na obraz z zombie to majstersztyk i udana kontynuacja motywu z 28 dni.
Piotr “Micronus” Osiak