Czerwone oko – recenzja książki
O Czerwonym oku – antologii opowiadań postapokaliptycznych, słychać było już od kilku lat. Pomysł wydania tego zbioru tekstów narodził się jeszcze w roku premiery (2003) systemu RPG Neuroshima. Po wielu trudach i wielokrotnym przekładaniu terminu wydania, pierwsza książka gliwickiej fabryki gier – Portalu ujrzała światło dzienne w grudniu 2007 r. Osiem opowiadań rozlanych na ponad 380 stronicach to ładny kawałek soczystego mięska. Z racji skromnej ostatnimi czasy linii wydawniczej do samej gry fabularnej, tytuł ten wydaje się być „must have” dla fanów zdeptanego przez Molocha świata. I choć wśród autorów nie figurują persony pokroju Ziemiańskiego czy Szmidta, to trzeba przyznać, że zebrane w tomiku prace są całkiem zgrabnie napisane.

Okładka książki Czerwone oko
Przed opowiadaniami Michał Oracz serwuje nam kilkustronnicowy wstęp wprowadzający w realia neuroshimowego uniwersum. Widać tu ukłon w stronę kompletnie nie znających świata gry czytelników. Posunięcie bardzo dobre, wszak postapokalipsa to podgatunek nurtu science-fiction i z pewnością Czerwone oko niejedną osobę lubujących się w takich klimatach zainteresuje.
Część merytoryczną antologii otwiera opowiadanie autorstwa Pawła Królaka zatytułowane Trzeci kontakt. Jest to osadzona w mrocznym, spowitym ciemnościami i mgłą Nowym Jorku, opowieść o detektywie Franku Westonie – nieszczęśniku uwikłanym w spiski przechodzące pojęcie jego i nie tylko. Znajdziemy tu sporo kombinowania, tajemniczych konszachtów i prób rozwikłania śmiertelnie niebezpiecznej sprawy. Choć kryminał nie jest tym, co lubię najbardziej, to trzeba przyznać, że Paweł się postarał.
Kolejny na ruszt nadziany jest tekst Krzysztofa Miernika pt. Końce bywają początkami. Opisane w świetnym stylu, z przymrużeniem oka, niezwykłe lekkim piórem perypetie Willa i Małego. Dwóch niezmiernie wyluzowanych gości przemierzających pustkowia w poszukiwaniu alkoholu, dragów i kobiet. Jest to pełna humoru i przygody, chromowana historia z genialnym zakończeniem potężnego kalibru. Mój absolutny numer jeden, przy którym popłakałem się ze śmiechu i zbierałem szczenę z podłogi.
Jedynym autorem z antologii, o którym słyszałem co nieco jest Marcin Mortka. Znany z zamiłowania do skandynawskich motywów pisarz, który ma już na koncie kilka książek spłodził opowiadanie Ciężka noc w Kanionie Świstów. Wydaje mi się, że tekst nawiązuje nieco do znanych z westernów sytuacji. Jest tu uparty szeryf, wyjęty spod prawa bandzior i Indianin, wszyscy zmuszeni przez pustynię do tolerowania się, bynajmniej przez kilka godzin. Ciężka noc… napisania jest sprawnie, czyta się ja gładko, ale czegoś jej brakuje. Po Marcinie Mortce spodziewałem się nieco większego rozmachu.
November Hotel Marcina Kalińskiego ocieka rtęcią. Utrzymane w dekadenckim, smutnym, pełnym tęsknoty za dawnym światem opowiadanie nie daje powodów do śmiechu. Uzależnienie od Tornado głównego bohatera, gówniany życiorys i poszukiwanie miłości w ogarniętym wojną z mutantami Los Angeles to wiodące motywy tekstu. Autor skupia się tu na osobowości kaprala Jeremy’iego Andertona, ukazując ją z perspektywy „tu i teraz” i podczas „wycieczek” do piątego września 2020 r. Klimat jest momentami nieco ciężki, ale całościowo wypada nieźle.
Tytułowe Czerwone oko napisane przez Tomka Kuczę to chyba najsłabsza i najbardziej przewidywalna pozycja w całym zbiorze. Ciężko tu nie wyłożyć od razu wszystkich kart na stół, powiem tylko, że opowiadanko sprowadza się do „nigdy nie ufaj nieznajomym”. Czyta się co prawda dosyć przyjemnie, jednak zwroty akcji nie są najwyższych lotów i od razu wiadomo, co ma się wydarzyć.
Pewnego razu Mikołaja Kawalca w moim rankingu plasuje się tuż za Końce bywają początkami. Jest tu mnóstwo dobrej akcji i świetnej przygody z udziałem gladiatora, nie do końca indiańskiego tropiciela i odpoczywającego od rzezi na północy żołnierza Posterunku. Trzy różne historie splatają się w miasteczku Freedom, gdzie bohaterowie stawią czoła… Nawet dzieci wiedzą, że po zmroku jest jeszcze bardziej niebezpiecznie. Adrenalina aż buzuje w tym tekście. Naprawdę mocne!
Sygnał to opowiadanie nietypowe, a to dlatego, że ma dwóch autorów – Filipa Kotarskiego i Mateusza Jabłońskiego. Wyprawa do miejsca, z którego został wyemitowany tajemniczy sygnał ukazana jest z perspektywy oddziału żołnierzy Nowego Jorku i zbieraniny twardzieli i cwaniaków z Hegemonii, Vegas i Teksasu. Tu również znajdziemy mnóstwo akcji, skrywanych w podziemnym kompleksie tajemnic historii, a i polski akcent. Bardzo ciekawa pozycja w konwencji stali i chromu.
Jako ostatnie figuruje opowiadanie Zima na First Avenue autorstwa Michała Krupko. Jest to krótka historyjka o zbieraczu przedmiotów na zlecenie i piętnastoletnim chłopcu. Obaj mają za cel dotarcie do First Avenue – miejsca, gdzie nie ma złych ludzi i zawsze leży śnieg. Ciekawy, dobrze napisany, emanujący melancholią tekst w kolorze rdzy.
Czerwone oko to całkiem smaczna antologia. Znajduje się w niej kilka tytułów naprawdę dobrych i kilka ciut gorszej jakości. Nie można jednak powiedzieć, że któryś jest totalną klapą. Dla mnie warto było wydać te niespełna 30 zł, by przenieść się do surowego, postapokaliptycznego świata Neuroshimy. Dobrze, że opowiadania wpasowują się w różne konwencje systemu – będącą symbolem siły i odbudowy stał, dekadencką rtęć, szpanerski chrom czy smutną rdzę. Dla mnie, jako fana tego postnuklearnego erpega to nie lada gratka. Osoby nie znające systemu fabularnego również śmiało mogą zakupić książkę, bo dogłębna znajomość jego realiów nie jest wymagana, choć z pewnością pozwala uchwycić pewne smaczki. W tomiku umieszczono dodatkowo kilka niezłych, klimatycznych grafik autorstwa Mariusza Gandzela a i mapkę Zasranych Stanów Ameryki. Książka wydana jest wyłącznie w miękkiej oprawie, w dosyć małym formacie 12 x 17cm.
Piotr „Micronus” Osiak