Operacja Dzień Wskrzeszenia – recenzja książki
Na pewno Wy – fani postapokalipsy, zastanawialiście się, co by było gdyby to Polska dysponowała własną bronią atomową. W wizji przedstawionej przez Andrzeja Pilipiuka (Operacja Dzień Wskrzeszenia), nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie dla naszego kraju jak i całego świata. W 2012 r. terroryści odpalają kilka polskich rakiet skierowanych na amerykańskie bazy w Czechach i kilka fortów należących do Niemiec. Na efekt nie trzeba było długo czekać, nuklearny holocaust zagotował oceany, a 4 miliardy ludzi straciło życie.

Okładka książki Operacja Dzień Wskrzeszenia
Pomysł zagonienia naukowców do budowy broni atomowej autorstwa prezydenta Citki nie był najlepszy. 2 lata później z najróżniejszych zakątków kraju do Warszawy ściągnięto starannie wyselekcjonowaną grupkę młodych ludzi. Kilku młokosów i nastolatka mają… uratować świat. Najtajniejszy z tajnych eksperymentów w dziejach RP pozwala podróżować w czasie, a zadaniem młodzieńców jest doprowadzenie do tego, żeby prezydent w ogóle się nie urodził. Maszyneria do skoków między wiekami nie jest pozbawiona wad, dlatego nasza ferajna nie obejdzie się bez niebezpiecznych przygód. Muszą też bardzo uważać na swoje postępowanie, bo każde działanie może mieć niebagatelny wpływ na przyszłość.
Podczas podróży w czasie i przestrzeni nasi bohaterowie trafią do schyłku XIX wieku, a tam czeka na nich okrutna carska ochrana. Śmiertelnie niebezpieczny i zabójczo inteligentny kapitan Nowych pracuje w specjalnym wydziale zajmującym się wyczepeniami (podróżami w czasie). Laptop, DVD zapełnione skanami gazet ze stulecia albo zegarek elektroniczny w 1890 r. To nieczęsty widok, a takie technologie mogłyby pomóc carskiej Rosji w zdobyciu dominacji nad Europą a może i całym światem. Innym razem „wybrańcy” lądują w wieku XVII, tam czeka na nich epidemia dżumy, praca przy grzebaniu ciał i poznawanie wątpliwych uroków, wypełnionego ciężką pracą, życia w owych czasach. Czy śmiałkom uda się odmienić los ludzkości? Tego dowiecie się w trakcie lektury Operacji.
Andrzej Pilipiuk napisał dobrą książkę przygodową z elementami science&political-fiction oraz historii. W 2015 r. Polska leży w gruzach, w znacznej części kraju ludzie świecą w ciemnościach od radiacji i każdy radzi sobie jak potrafi. Rząd jako taki jakoś funkcjonuje, wojsko gdzieniegdzie nadal stacjonuje i pilnuje porządku, a w tajnych laboratoriach trwają intensywne prace nad przywróceniem dawnego ładu. Przenosząc się w minione wieki autor serwuje nam sporo ciekawostek historycznych i nienużących opisów panujących niegdyś obyczajów. Naprawdę, tak powinny wyglądać lekcje „nauczycielki życia”. Nakreśleni bohaterowie również nie męczą, mają swoje wady i zalety, charakterystyczne cechy. Plejada postaci z lektury jest niezwykle barwna.
Czytając Dzień Wskrzeszenia nie sposób się nudzić, przygoda goni przygodę, jest szczypta erotyki, nieco brutalnych scen tortur, są pościgi, jest poświęcenie i mnóstwo zwrotów akcji. Iście wybuchowa mieszanka. Za niespełna 400 stron tekstu zamkniętego w twardej oprawie zapłacić trzeba 40 zł. Moim zdaniem książka jest warta swojej ceny, tym bardziej, że w środku znajdziemy kilka grafik autorstwa Grzegorza i Krzysztofa Domaradzkich. Wydanie, jak to w przypadku tytułów z Fabryki Słów bywa – na piątkę.
Piotr “Micronus” Osiak
05/07/2011 @ 19:27
Książka prosta, przewidywalna, ale też naciągana i naiwna.
Wszyscy bohaterowie jednakowi. Historia bez polotu.
Doczytalem do konca, to taka moja wada, ale ostrzegam – szkoda czasu.